Kolejny zwykły dzień w Miami... Chociaż taki trochę, nie do końca. Wstałam ociężale z łóżka. Zegarek wskazywał 8:42. Westchnęłam ciężko. I tak oto zaczęłam pierwszy dzień wakacji. Ubrałam krótkie dżinsowe spodenki, białą bokserkę i cienki rozpinany sweterek, w kolorze beżu. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, rzęsy maznęłam tuszem, a usta bezbarwną szminką. Na nogi włożyłam białe skarpetki, a na nie czarne trampki. Zeszłam na dół do kuchni z blatu zabrałam czerwone jabłko. Chwyciłam czapkę z daszkiem i nałożyłam ją na głowę. Wyszłam z domu, gryząc przy tym soczysty owoc. Podeszłam do skrzynki pocztowej, po czym wyjęłam z niej listy. Gryząc jabłko sprawdzałam, czy coś przyszło do mnie.
- Dzień dobry Ally! – Usłyszałam głos sąsiada.
- Dzień dobry panie Rob. – Powiedziałam miło i ruszyłam do domu.
Rzuciłam listy na stół, kiedy nagle zobaczyłam zaspaną Victorię.
- Heej... – Przywitałam się przerażona jej wyglądem.
- Która godzina? – Zapytała przecierając oczy.
- Emmm... – Spojrzałam na ekran swojej komórki. – Pięć po dziewiątej. – Odparłam gryząc jabłko.
- Co?! – Pisnęła. – Mam tylko godzinę?! – Wrzasnęła jeszcze głośniej.
- Na co? – Zapytałam zdziwiona.
- Później Ci powiem! – Po chwili już jej nie było.
- O-okey... Wychodzę! Na stole są listy! – Krzyczałam do rodziców.
Na korytarzu pojawiła się moja rodzicielka.
- Gdzie idziesz? – Zapytała, miło się przy tym uśmiechając.
- Pobiegać... Za jakąś godzinkę będę. Pa. – Odwróciłam się od kobiety.
- A buzi? – Usłyszałam głos mojego taty.
Zaśmiałam się i pocałowałam obojga rodziców. Wyszłam z domu, poprawiając czapkę. Zamknęłam za sobą furtkę i potknęłam się. Spojrzałam na swoje buty. Miałam rozwiązaną sznurówkę, więc kucnęłam i zaczęłam zawiązywać buta. Po chwili wstałam. Poczułam mocne popchnięcie i upadłam na ziemię. Czułam jak szczypią mnie kolana.
- Laska, uważaj jak chodzi! – Krzyknął ktoś nade mną.
Podniosłam głowę, a mnie ukazała się sylwetka największego przystojniaka w szkole. Dallas. Ten po chwili mnie ominął i poszedł dalej. Westchnęłam, kiedy ktoś nagle zasłonił mi światło. Tym razem był to nieznajomy mi chłopak. Raczej bym go zauważyła, gdyby chodził do naszej szkoły.
- No laska, uważaj jak chodzisz! – Blondyn przedrzeźniał bruneta.
Zaśmiałam się, a ten podał mi rękę. Od razu ją chwyciłam i już po chwili znajdowałam się w pozycji pionowej.
- Wszystko w porządku? – Zapytał widząc, moje obdarte kolana.
- Do wesela się zagoi. – Odparłam uśmiechnięta. – Dziękuję.
- Nie ma sprawy. Co to za koleś? – Wskazał brunetka, który był już daleko.
- To jest Dallas. Kapitan szkolnej drużyny koszykarskiej, największy przystojniak w szkole i chłopak bez uczuć. – Powiedziałam obojętnie.
- Lecisz na niego? – Spytał podnosząc brew.
- No.. – Pisnęłam zrezygnowana. – Każda na niego leci. Ale on raczej wiesz... Woli plastiki.
- Serio? – Skinęłam głową. – Jak można woleć plastiki, od dziewczyn...
Zaczęłam się śmiać. Zabawny jest ten chłopak.
- Nigdy Cię tu nie widziałam, jesteś nowy? – Zapytałam opierając się o płotek.
- Taak. Przyjechałem wczoraj z rodzinką tutaj. – Uśmiechnął się.
- A skąd jesteś?
- Z Los Angeles. – Odparł dumnie.
- Wow. – Tylko tyle z siebie wydobyłam.
Fajny jest. Ma blond włosy z brązowymi odrostami, ciemne oczy i do tego słodki uśmiech. Można powiedzieć, że nawet jest ładniejszy od Dallasa... Ba! On JEST ładniejszy niż Dallas! Nagle usłyszałam trzask drzwi.
- Allyyyyyyy!!! – Krzyczała moja siostra na cały regulator.
Odwróciłam głowę w jej stronę. Momentalnie wybuchnęłam śmiechem.
- I z czego się śmiejesz?! Wyglądam jak ufo! – Mówiła płacząc.
- No już, wszystko dobrze... Coś ty zrobiła? – Zapytałam próbując się uspokoić.
- No... Miałam mieć ręcznik na głowie 10 minut, a przysnęło mi się i teraz... No widzisz. – Wskazała na swoje włosy.
Tak. Otóż moja siostrzyczka miała teraz piękne, zielone włosy. Jak można usnąć, wiedząc, że to przyniesie złe efekty? Tak tylko moja siostra umie...
- Czekaj, polecę po farbę do włosów. Jaki ma być? – Wyciągnęłam pieniądze z kieszeni.
- Masz pudełko, taki sam ma być. Dzięki! – Krzyknęła szczęśliwa i wbiegła do domu.
- Ja nie wiem, czy powinna się cieszyć. – Powiedziałam sama do siebie.
Podniosłam głowę, a przy płocie stał cały czerwony blondyn.
- Co Ci się stało? – Zdziwiłam się.
- Nie mogłem wytrzymać... – No i wszystko jasne.
- Tak wiem, dom wariatów. – Uśmiechnęłam się.
Zamknęłam furtkę i ruszyłam do sklepu.
- Pójdę z tobą. – Oznajmił chłopak.
- Dobra, ale może najpierw powiesz jak się nazywasz? – No właśnie. Kompletnie o tym zapomniałam. Jak można z kimś rozmawiać godzinę, a nie zapytać o imię?
- Austin. – Podał mi rękę.
- Ally. – Uścisnęłam jego dłoń.
- A ty skąd jesteś? Zawsze tu mieszkałaś? – Zapytał ciekawy.
- Tak, to znaczy, nie... Urodziłam się w Barcelonie. – Na te słowa chłopak mocno się zdziwił.
- Jeju... Mieszkałaś tam trochę, czy od razu przeprowadziliście się tutaj? – Spojrzałam na ciekawego chłopaka.
Jeszcze nikomu nie mówiłam o swoim życiu. Widziałam w jego oczach iskierki. Uśmiechnęłam się do niego, a ten odwzajemnił gest.
- Nie. Od razu przeprowadziliśmy się tutaj, bo tam po prostu rodzice byli na wakacjach i tak jakoś wyszło, że urodziłam się 2 tygodnie przed terminem. – Chłopak wyraźnie słuchał tego co mówiłam.
- Czyli jesteś wcześniakiem? – Nie odezwałam się.
Nie wiem dlaczego, ale wstydziłam się tego. No bo nie wielu ludzi rodzi się jako wcześniaki. Niektórzy umierają, a niektórzy żyją normalnie. Tak jak ja. Chłopak stanął naprzeciwko mnie.
- Ally, nie wstydź się tego. Jesteś jedną z nielicznych i jesteś wyjątkowa. – Posłał mi ciepły i miły uśmiech.
- Dziękuję Austin. – Przytuliłam się do niego.
On po chwili zaskoczenia mnie objął.
- Pamiętaj, że to nie czyni Cię innym człowiekiem. – Szepnął mi do ucha.
Uśmiechnęłam się i po chwili oderwałam.
- Moi przyjaciele też mają tu przylecieć. Mam nadzieję, że się dogadacie. - Odparł w dalszej części wycieczki do sklepu.
- Raczej pomyślą, że jestem dziwna. Mieszkam tu 16 lat i nie mam przyjaciół. Jesteś jedyny... Ale ty chyba przyleciałeś tylko na wakacje, prawda? – Zapytałam wchodząc do sklepu.
Wybrałam taką samą farbę, zapłaciłam i wyszłam, a Austin nadal na mnie czekał.
- Wiesz, nie myślałem o tym. Nie wiem czy zostajemy tylko na wakacje, rodzice nic mi nie mówili, a ja zapomniałem zapytać. – Odparł szczerze.
- A jeśli wyjedziesz? Nawet nie ma sensu się zaprzyjaźniać. – Spojrzałam na chłopaka smutna.
- Ally... – Położył ręce na moich ramionach. – ... jest sens. Jesteś naprawdę super dziewczyną i dziwię się, że nie masz tu przyjaciół. Po prostu mieszkają tu sami idioci.
- Ja też tu mieszkam. – Zaśmiałam się. Blondyn pokręcił głową.
- Nie wliczając Ciebie. – Poprawił się.
Ruszyliśmy dalej.
- Fajna jesteś. – Powiedział tak nagle, po chwili ciszy.
Spojrzałam na niego zdziwiona i się uśmiechnęłam.
- Wiesz, że tylko ty tak uważasz? – Zapytałam podnosząc brwi.
- Wale, że nie! – Oburzył się.
Zaczęłam się z niego śmiać. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Bardzo przyjemnej. Po krótkim czasie doszliśmy do domu. Weszłam na plac i spojrzałam znacząco na chłopaka.
- Wiesz co? Powinienem się już zbierać. – Mówiąc to miał ręce w kieszeni.
- Aha... Okey. To pa. – Uśmiechnęłam się i odwróciłam do drzwi.
- Ally, zaczekaj! – Odwróciłam się do Austina. – Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
Zdziwiłam mnie jego wypowiedź. Raczej myślałam, że w końcu zdał sobie sprawę, że jestem głupią i dziwną dziewczyną.
- Jasne, też mam taką nadzieję. – Posłałam mu szczery uśmiech i pobiegłam do domu.
Tam przywitała mnie zielonowłosa siostra.
- Prosz. Oto twoja farba. Może ja Ci to zrobię, bo jeszcze sobie coś zrobisz. – Czarnowłosa spojrzała na mnie groźnie.
- Jak chcesz, to chodź. – Powiedziała oschle i pociągnęła mnie na górę do łazienki.
Zrobiłam jej wszystko zgodnie z instrukcją.
- Tylko sobie nie przyśnij. – Zachichotałam cicho.
Ta walnęła mnie w ramię obrażona. Westchnęłam i czekałam z nią te 10 minut. Potem nadeszła chwila chwały! Ściągnęła ręcznik, a ja odetchnęłam z ulgą.
- I co? – Zapytała zaciskając oczy.
- Nadal zielone. – Niezła jestem!
Może zostałabym aktorką? Ta... Marzenia.
- Co?! – Pisnęła dziewczyna i podbiegła do lusterka.
Spojrzała na mnie z mordem w oczach.
- No co? Chciałam Cię tylko nastraszyć. – Uśmiechnęłam się słodko.
- Daruję Ci, bo zaraz... – I w tym momencie zabrzmiał dzwonek do drzwi. – Idź otworzyć!
Posłusznie wyszłam z łazienki i zeszłam po schodach. Dotarłam do drzwi i je otworzyłam. Przede mną ujrzałam ogromnego, słodkiego... pluszaka! Uśmiechnęłam się.
- W czym mogę pomóc? – Zapytałam zakładając ręce.
Misiek poszedł trochę w dół, a mi ukazała się sylwetka blondyna...
- O hej! – Krzyknęłam uśmiechnięta.
- Znamy się? – Zapytał zdziwiony blondyn.
- Noo... Ty jesteś ten Austin, tak? – Uśmiechnęłam się.
- Musiałaś mnie pomylić z... – Przerwałam mu.
- Jesteś bardzo podobny do niego, wiesz? – Założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Bo to jest mój brat. – Odparł chłopak. I wtedy wszystko było jasne!
- Ale na pewno nie jesteś Austin? – Zapytałam upewniając się.
- Tak. – Usłyszałam głos.
Po chwili zza blondyna, wyłonił się Austin. Kiedy stali tak koło siebie, wyglądali jak dwie krople wody. No może Austin jest trochę przystojniejszy, ale nie o tym teraz. Za mną pojawiła się moja siostra.
- Za to ty też jesteś podobna do swojej siostry. – Powiedział, nie Austin.
- Ej! Nie porównuj mnie z tym zielonowłosym paszczurem! – Oburzyłam się.
Poczułam jak Victoria kopnęła mnie w kostkę. Spojrzałam na nią z mordem w oczach.
- Zielonowłosym? – Zdziwił się ten nie Austin, patrząc na jej włosy.
Razem z Austinem wybuchnęliśmy śmiechem. Choć nie wypadało, i tak nie mogłam powstrzymać napadu.
- Nie słuchaj jej. – Czarnowłosa się uśmiechnęła. – Okey, Ally, to jest Andy, Andy to jest Ally, moja siostra jak już wiesz.
- Dobra, Victoria, to jest Austin, Austin to jest Victoria. – Mówiłam szybko.
- To my idziemy na górę! – Krzyknęła moja siora i już ich nie było.
Spojrzałam na Austina i się mimowolnie uśmiechnęłam.
- A jednak się spotykamy. – Odwzajemnił go.
- No, jak widać. Idziemy do mnie? – Blondyn skinął głową. – Tylko ostrzegam; mam bałagan.
Chłopak się zaśmiał. Razem pognaliśmy do mojego pokoju. Może opowiem Ci jak on wygląda, poza syfem, który tam niestety góruje. Czerwone, jaskrawe ściany, a na każdej z nich widnieje duży, żółty kwiat. Białe szafy i biurko, której jako jedyne jest czyste. Może trochę przesadziłam z tym syfem... Tam tylko są porozrzucane ubrania i nic więcej. No, ale wrócimy do wnętrza. Duże okno, tak naprawdę na całą ścianę i na środku drzwi, abym mogła wyjść na taras. Sufit jest akurat biały, a na środku niego wisi bombka-żyrandol. Łóżko w lewym rogu - jednoosobowe i bardzo wygodne. Oczywiście niezaścielane. Kiedy tam weszliśmy, jak torpeda zaczęłam zbierać ciuchy, a na końcu wrzuciłam je do szafy. Łóżko szybko zaścielałam i pojawiłam się przed Austinem.
- I jak Ci się podoba moje "królestwo"? – Zapytałam, wyraźnie akcentując ostatni wyraz.
- Wow... – Powiedział patrząc na okno. – Też chcę takie! – Pisnął niczym małe dziecko.
Zaczęłam się z niego śmiać, co spowodowało, że chłopak się na mnie obraził. Uderzyłam go poduszką. Lecz ten nadal stał odwrócony do mnie tyłem. Rozpędziłam się i skoczyłam na jego plecy, w ten sposób ciągnąc go do tyłu. On miał miękkie lądowanie, bo upadł na mnie, ale ja... No cóż...
- Złaź ze mnie grubasie! – Mówiłam do śmiejącego się Austina.
- Trzeba było na mnie nie skakać, jak małpa. – Mówiąc to zeszedł ze mnie i podał mi dłoń.
Chwyciłam ją i wstałam. Założyłam ręce, podnosząc jedną brew do góry.
- Rozpuść włosy. – Odparł nagle.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Co? – Zapytałam, patrząc na niego dziwnie.
- No, rozpuść włosy. – Powiedział poważnie.
- Ale po co?
- Bo chcę zobaczyć jak wyglądasz.
- Yyyy... Okey. – Niepewnie na niego spojrzałam.
Po chwili zaczęłam rozplątywać włosy, co chwile zerkając na Austina. Zdziwiłam się, bo nie wiedziałam po co mu wiedzieć jak wyglądam w rozpuszczonych włosach. Po chwili moje włosy opadły na plecy, a niektóre kosmyki na moją twarz. Blondyn się uśmiechnął.
- I po co to było? – Chciałam już je spiąć, ale blondyn zatrzymał moją rękę.
- Tak wyglądasz pięknie. – Podniosłam na niego wzrok.
Po chwili poczułam jak moja twarz się pali. Spuściłam głowę.
- Ejjj... Słodko wyglądasz jak się rumienisz. – Podniósł moją głowę.
Uśmiechnęłam się. Włożyłam gumkę do włosów na nadgarstek i popatrzałam znowu na Austina.
- Co robimy? – Zapytałam siadając na łóżko.
- Może powiesz mi coś o sobie? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
I od razu zaczęliśmy sobie zadawać pytania, typu "Jaki kolor lubisz najbardziej?" itp... Tak zleciało nam całe popołudnie. Naprawdę długo rozmawialiśmy, ale też się wygłupialiśmy. Było naprawdę zabawnie! Wieczorem, co ja piszę... W nocy Austin poszedł do domu. A ja poszłam wziąć prysznic i od razu po tej czynności wskoczyłam do łóżka, myśląc, co takiego wydarzy się jutro...